Kosmetyki Naturalne

Moje pierwsze mydło

Witam wszystkich, to mój pierwszy post i zarazem opis pierwszych zmagań z mydłem. Jestem bosasia (zapraszam do zakładki O mnie), staram się wrócić do jak najbardziej naturalnego trybu życia, czy to naturalne kosmetyki czy rękodzieło i oczywiście żywność. I to właśnie postaram się tutaj opisywać. Skupię się głównie na rękodziele i kosmetykach, ponieważ właśnie rozpoczynam działalność gospodarczą (bosasia- Pracownia Rękodzieła Artystycznego), która będzie obejmowała głównie ceramikę, jednak nie ograniczam się tylko do jednej dziedziny. Również postaram się opisywać moje próby z naturalnymi kosmetykami, ponieważ uważam, że każdy może zrobić własne kosmetyki bardziej wartościowe, dopasowane do siebie, ze świadomością co dokładnie używa. Tak też powinno być z żywnością, ale nie nie chodzi mi o to, żeby każdy nagle zaczął produkować i żywność i kosmetyki i ubrania i do tego jeszcze wszelkie formy użytkowe. Chodzi o zwiększenie świadomości, a co za tym idzie poznanie podobnych ludzi i może się okaże, że nieopodal ktoś produkuje eko żywność, ktoś kręci naturalne kosmetyki itd. itd. Kończę już ten przydługi wstęp, ale chociaż na początek chciałam trochę siebie zobrazować.

Moje pierwsze mydło:

Jestem na Uniwersytecie Ludowym Rękodzieła Artystycznego i tam w ramach zajęć mieliśmy warsztaty mydlarskie, poznałam podstawy robienia mydła i stwierdziłam, że chcę spróbować u siebie w domu, z własnych przepisów. Pewnego wieczoru usiadłam i spędziłam kilka godzin szukając „jakie oleje, jakie dodatki, jaka metoda”, w końcu zaczęłam uczyć się kalkulatora mydlanego, wpisując wybrane oleje i próbując dostosować się do widełek tam podanych. W końcu zaprojektowałam 4 różne przepisy, na których będę mogła się czegoś nauczyć. Zamówiłam produkty, skleiłam deseczki, przygotowałam jakieś foremki i do testu nr 1 wybrałam:

Lawendowe mydło ze skórką z cytryny (przetłuszczenie 8%) 

dav

Skład:
Olej rzepakowy – 280g
Olej kokosowy – 240g
Olej palmowy – 230g
Macerat lawendowy (olej słonecznikowy + lawenda)  – 150g
Olej rycynowy -100g

Wodorotlenek sodu (NaOH) – 135g
Woda – 340g

Dodatki: wysuszona, starta skórka z cytryny; kwiaty lawendy; olejki eteryczne, kurkuma (jako barwnik)

Przygotowanie:
Do zrobienia pierwszego mydła musiałam się nieco wyposażyć, niewielkie wydatki, dwie miski plastikowe (wytrzymujące wyższe temperatury), łopatki silikonowe, termometr (wystarcza jeden, ale dobrze mieć dwa – jeden do ługu, drugi do olejów), waga, blender ręczny (dobrze mieć jeden przeznaczony tylko do kosmetyków, ale niektórzy po dokładnym umyciu, wyparzeniu używają też do żywności)

Przygotowaną trzeba mieć również formę, może to być karton po mleku, plastikowe opakowanie po czymś (najlepiej wyłożone papierem do pieczenia, mydło łatwo odejdzie, a „foremka” będzie wielokrotnego użytku) Nie trzeba wcale kupować profesjonalnych forem, zwłaszcza na początku.
Ważne jest również miejsce, w którym będziemy wykonywać mydło, wskazane jest dobrze wentylowane pomieszczenie. Ja akurat, żeby nikt mi nie przeszkodził wybrałam łazienkę. Przygotować sobie tam wolne miejsce, blisko kontaktu,  przynieść wszystkie dodatki, blender, formę.

Kuchnia też jest potrzebna:
Na początek odmierzyłam stałe tłuszcze do miski, którą ogrzewałam w kąpieli wodnej do rozpuszczenia, w tym czasie odważyłam oleje, które dodałam na samym końcu (przetłuszczenie) 50g maceratu lawendowego i 30g oleju rycynowego, które zaniosłam razem z dodatkami na miejsce mieszania mydła. Resztę tłuszczy wlałam do tych rozpuszczonych i podgrzewałam dalej w kąpieli do osiągnięcia temp ok 45°C i taką temperaturę utrzymywałam.

Następnie wzięłam się za przygotowanie ługu, odmierzyłam do drugiej miski zimną wodę, a do pojemnika wodorotlenek sodu. Ubrałam okulary ochronne, owinęłam się chustą, założyłam rękawice gumowe i wyszłam z tym na zewnątrz, można to zrobić dla bezpieczeństwa na balkonie, lub przy otwartych oknach chociaż. Jako, że był to pierwszy raz to bałam się tej nieznanej, niebezpiecznej substancji. Najlepiej ustawić się z wiatrem i nie wdychać oparów. Powoli wsypałam NaOH do wody cały czas mieszając łopatką do rozpuszczenia (można czasem odejść zaczerpnąć świeżego powietrza). Miskę zostawiłam na zewnątrz do momentu aż ług osiągnął podobną temperaturę do tłuszczy czyli ok 45°C.

W tym czasie upewniłam się czy wszystko czego potrzebuję jest na miejscu, dodatki, oleje, blender, forma, ręcznik papierowy (bywa bardzo przydatny), folia spożywcza, odmierzyłam olejki eteryczne ok 10ml (to bardzo niewiele, średnio na 1kg tłuszczy daje się ponad 30ml olejków, ja jednak nie przepadam za intensywnym zapachem, chociaż to było za mało, bo teraz jest ledwie wyczuwalny) i przyniosłam tłuszcze oraz ług które osiągnęły odpowiednią temperaturę.

Powoli zaczęłam wlewać ług do tłuszczy i zaczęłam blendować na najwolniejszych obrotach. Kiedy masa zaczęła wyglądać jak rzadki budyń dodałam resztę olejów, kiedy trochę zgęstniał dodałam skórkę z cytryny oraz ok 2 łyżeczki kurkumy, dokładnie wymieszałam i na koniec dodałam olejki eteryczne, jeszcze chwile blendowałam obserwując masę, kiedy wydała mi się już dosyć gęsta zaczęłam mieszać łopatką i wypełniać formy. Warto postukać formą o podłoże żeby wyrównać masę i żeby powietrze wypłynęło na wierzch. Masę posypałam jeszcze kwiatkami lawendy po wierzchu, zakryłam folią spożywczą i okryłam grubym kocem, żeby się samo grzało.

Niektóre mydła można kroić już po 24h, 48h systematycznie sprawdzałam i miałam wrażenie, że wciąż jest bardzo miękkie, pokroiłam dopiero po ponad 4 dobach. Wciąż było miękkie, ale można było je pokroić. Mi wystarczył cienki nóż, choć bardzo dobre są gilotyny do sera, może kiedyś sobie taką sprawię. Poukładałam kostki w wyłożonych cienkim papierem pudełkach i odstawiłam na półki.
Mydło powinno dojrzewać co najmniej 4-6 tyg. Można używać wcześniej o ile nie jest zbyt zasadowe, co można zmierzyć chociaż papierkiem lakmusowym, można też poczekać nawet pół roku.

Co prawda moje pierwsze mydło już od pewnego czasu nadaje się do użytku, a ja wciąż nie miałam okazji go przetestować. Jak tylko go sprawdzę dam znać jak się sprawuje.
Teraz wiem na pewno, że powinnam uważniej zetrzeć skórkę z cytryny, trafiały się spore kawałki, które przeszkadzały głównie przy cięciu i pewnie w trakcie używania mogą być uciążliwe.

dav

Dopiero zaczynam i proszę o zrozumienie, jeśli coś jest nie jasne, lub wiecie jak mogłabym ulepszyć wpisy dajcie znać. Chciałabym się efektywnie dzielić własnymi doświadczeniami i wiedzą.
Następne przepisy postaram się opublikować bardziej jako instrukcje.

Dzięki za poświęcony czas, mam nadzieję, że komuś się przyda.
Pozdrawiam bosasia!

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.